„Wolność” – to słowo nam współczesnym kojarzy się z radością i zmianą na lepsze. Podobnie reagowały dzieci – więźniowie obozu na Przemysłowej. Jednak często marzeniu o spotkaniu z rodzicami towarzyszył lęk i niepewność, jak odnajdą się w nowej rzeczywistości.
„Był Pan w obozie tak jak i ja, i wie Pan również dobrze jakie były ostatnie chwile za tym ogrodzeniem. Inni cieszyli się, że już może za chwilę zostanie otwarta nam brama i dziewczynki snuły marzenia, jak to będzie, kiedy wpadną do domu, w objęcia matki, kiedy zasiądą do stołu i wreszcie najedzą się do syta. Były szczegółowe, a ja usiadłam na stołku i myślałam tylko o jednym, gdzie pójdę, gdy otworzą bramę, gdzie spędzę noc, co będę jadła. Tu przynajmniej rano i wieczór była ta pajdka chleba i na obiad chochla zupy, koc i prycza do spania, a potem? Przecież do domu tak daleko, powtarzam sobie, że nie trafię. Raptem chłopcy wpadli do naszego obozu i krzyknęli, że brama otwarta, że możemy wychodzić. Wszystko ruszyło, jak do ataku, biegłam i ja. A gdy już byłam za bramą i gdy ujrzałam to mrowie trupów hitlerowskiego wojska, ogarnął mnie lęk nie do opisania. Biegłam więc naprzód, byle dalej od tej bramy. Wciąż wydawało mi się, że popełniłam jakieś przestępstwo, i że za chwilę wachman mnie dopadnie. Nie wiem, dokąd tak biegłam, za mną biegli inni. Raptem usłyszałam głos za plecami (Francuzka poczekaj!). To była Jasia Gajewska, dziś Mońkowa. Zwolniłam nieco, to mnie spytała, dokąd pędzę. Mówię, że nie wiem, wtedy ona zaproponowała mi, żeby pójść z nią do jej wujostwa na ul. Piotrkowską Ucieszyłam się ogromnie. Tak też było, wujek Jasi otworzył nam furtkę. Gdy weszliśmy do mieszkania, w którym okna były pozastawiane pierzynami (podobno przeciw kulom) ujrzeliśmy tam sporą garstkę ludzi siedzącą pod ścianami na podłodze. Każdy miał jakiś węzełek przy sobie. […] Ciotka Jasi, gdy nas ujrzała załamała ręce i zaczęła zawodzić, że to już chyba koniec z Niemcami, skoro lagry rozpuścili, co teraz będzie, itd. A więc i my usiadłyśmy pod ścianą, głodne, wyczerpane” – wspomina Zofia Szope z d. Maciejczak w liście do Józefa Witkowskiego vel. Gacka (17 czerwca 1971 r.).
Źródło: AIPN GK 165/379, t. 9, k. 12 (uwspółcześniony zapis wspomnień).
